Jestem leniem cierpiącym na chroniczny brak czasu. Być może duży wpływ na to było moje spektakularne polegnięcie w starciu z przeziębien...

/MIGAWKA/: Lustro | W grobie | Miasto cieni

4/09/2016 Insane Sanity 0 Komentarze/y



Jestem leniem cierpiącym na chroniczny brak czasu. Być może duży wpływ na to było moje spektakularne polegnięcie w starciu z przeziębieniem. Z tego powodu zaczynam serię: /MIGAWKA/. Czyli króciutkie recenzję (jak za dawnych czasów na IG) książek, które porzuciłam na półce po przeczytaniu. Nie chodzi o to, że książki są słabe czy coś. Po prostu nie mam siły/weny, by je zrecenzować jak należy.
Biorę na warsztat: W grobie (Jeaniene Frost) Lustro (Daniel Boulanger) | Miasto Cieni  (Ransom Riggs)



W grobie

Oto dowód, że czytelniczy los ma mnie w swojej opiece! Trzeci tom "Nocnej łowczyni" jest obecnie niedostępny w sprzedaży. Skazana byłabym na życie w obłędzie nieświadomości, jak dalej potoczą się losy dzielnej i uwodzicielskiej Cat oraz jej wiecznie napalonego i zaborczego kochanka. Na szczęście zostałam dopuszczona do tej wiedzy, dzięki uprzejmości koleżanki, która zgodziła się użyczyć mi ten egzemplarz. Koniec słowa wstępu.

Podczas czytania naszła mnie refleksja, czemu wampiry są takie okrutne? Chodzi mi o ich skłonność do brutalności - czy wraz z przyzwyczajaniem się do nieśmiertelności człowiek zaczyna lekceważyć "urok" śmiertelności, czy może "wampirza krew" sprawia, że stają się brutalne?

Zgodnie z teorią eskalacji fabuły, w każdej kolejnej książce z serii główny bohater - mówiąc kolokwialnie - powinien mieć coraz bardziej przekichane. Ta seria nie jest wyjątkiem od tej reguły. O ile w poprzedniej części Cat musiała zmierzyć się z potężnym wampirem, samym stwórcą Bonesa, to w tej części autorka wyciąga potężne działa. Wampir, który czatuje na para-życie Bonesa i Cat jest duu-użo starszy, można wręcz powiedzieć, że został wyciągnięty z katakumb.

Duży plus dla autorki za zabawę konwencją i odniesienie się do twórczości Amy Rice.

- Wypchaj się, nie masz innej publiczności, przed która mógłbyś się popisywać? - odparł Bones. - Może porozmawiasz z kolejnym pisarzem, który jeszcze bardziej rozsławi twoje imię?
- A co, czyżby Anne Rice nie odpowiedziała na twoje telefony? - rzucił złośliwie Vlad.
(Aha, no tak, puściłam przypadkiem spoilera. Bo mowa o TYM Vladzie.) Polubiłam autoironiczny ton narracji, w którym nawet najbardziej okrutne sceny są okraszone sarkastycznym humorem Cat, dzięki czemu powieść zyskuje zaskakującą lekkość. A pomyśleć, że jeszcze niedawno na wampirzą tematykę reagowałam wysypką. Szkoda, że to ostatni tom serii wydany w Polsce.

W grobie
Jeaniene Frost
org. At Grave's End
MAG, 2012, 389 stron


Moja ocena:


Niespełniony pisarz i niedoceniany bibliotekarz w jednym popełnia samobójstwo. Zostawia po sobie wakat w miejscowej bibliotece i manuskrypt, w którym zapisał przyszłość miasteczka. Kolejne osoby, które odkrywają tajemnicze zapiski z zapałem śledzą opisane historie i niedowierzaniem orientują się, że realizują się co do joty.
Narracja jest w zasadzie prowadzona przez nieżyjącego bibliotekarza - w zasadzie nie ma to różnicy, bo czy to jest przetaczany fragment jego zapisków, czy opisywane postaci, które te zapiski przechowują stanowi to jedną linie chronologiczną.
Niemal idealnie podkreśla każdą przywarę istoty prowincji: obłudę, skłonność do plotkowania i spekulacji. Ostrzegam, trupy w książce ścielą się równie gęsto, co w makabrycznym kryminale. Radzę nie przywiązywać się do wspominanych postaci.
Wypełniona jest paradoksalnymi wydarzeniami - jak choćby wtedy, gdy wszyscy "z troski" o najstarszego w mieście staruszka w najmroźniejszą zimę odwiedzają go, by zapytać, czy pamięta, żeby kiedykolwiek było tak zimno, spekulując, że będzie pierwszym, który umrze. W końcu od tych ciągłych wizyt staruszek dostaje zapalenia płuc i umiera.

Konstrukcja książki przypomina mi puszczoną kaczkę - kamień akcji odbija się kilkakrotnie od powierzchni wody fundując czytelnikowi masę emocji, ale w końcu bez ostrzeżenia, najzwyczajniej w świecie, bez żadnych fajerwerków i rozbryzgów, wpada w otchłań wody.

Lustro
Daniel Boulanger
org. Miroir d'Ici
Książka i wiedza, 1983, 191 stron

Moja ocena:


Miasto cieni

W kontynuacji "Osobliwego Domu Pani Peregrine" osobliwe dzieci muszą zmierzyć się w brutalnymi realiami II wojny światowej, w której samym środku się znalazły. Przy wtórze huku zrzuconych bomb, uciekając przed ścigającymi ich upiorami w przebraniu brytyjskich żołnierzy (upiory przebrane, nie dzieci) i przerażającymi głucholcami, muszą dodatkowo zmierzyć się z czasem działającym na ich niekorzyść. Planują odnaleźć jedyną pozostającą na wolności ymbrankę (oprócz Pani Peregrine, która utknęła pod postacią ptaka), by pomóc im odczarować ich dyrektorkę i znaleźć bezpieczną pętlę, a także by Jacob mógł wrócić do swoich czasów. Oczywiście nie wszystko idzie tak jak planowali, a ostateczny zwrot akcji w finale jest miażdżący (czułam się tak, jak za starych dobrych czasów z "Serią Niefortunnych Wydarzeń", gdy myślisz, że już musi być tylko lepiej, to nagle będzie znacznie gorzej).

Ciekawy świat przedstawiony - połączenie fantasy z zarysem historycznym, do tego częste zwroty akcji, lekki i przyjemny język, momenty humorystyczne oraz różnorodni bohaterowie stanowią o dobrym poziomie książki. (Być może nowoodkryta umiejętność Jacoba do złudzenia przypomina wężoustwo z Harry'ego Pottera, ale kto by się tym przejmował?) Niepokoi mnie to, że mimo ich wieku wiele osobliwych dzieci nadal zachowuje się jak dzieci - chyba jedynie na Emmie i Bronwyn odbija się jarzmo wieku. (Chociaż już sama nie wiem, związek z Jacobem wywołuje nawet u Emmy pokłady rozchwiania emocjonalnego wieku dojrzewania). Zaś Jacob uporczywie trzyma się swoich "czasów", co jakiś czas wstrzeliwując się w typowego przedstawiciela współczesnego młodego pokolenia:

Sięgnąłem do kieszeni dżinsów po telefon, z przyzwyczajenia (...). Rzecz jasna, nie działał. Był mokry, rozładowany i znajdował się pół wieku od najbliższego masztu przekaźnikowego. (...) Cisnąłem go między drzewa, lecz pół minuty później dopadły mnie wyrzuty sumienia i po niego pobiegłem. Z niezrozumiałych względów nie byłem jeszcze gotów rozstać się z telefonem.

Uwielbiam sposób wydania książki - chociaż nie jestem pewna, czy autor dobierał zdjęcia do fabuły, czy fabułę dostosowywał do znalezionych zdjęć, ale daje to fajny efekt "uwiarygodnienia"(?), tak że mimo elementów fantasy przedstawiana fabuła nie ucieka od realiów. Powtórzę to co napisałam już kiedyś - ta seria to doskonały wzorzec powieści młodzieżowej (w typie familijnym).

Miasto cieni
Ransom Riggs
org. Hollow City
Media Rodzina, 2014, 434 stron

Moja ocena:

0 komentarzy: