Carp, oto małe przemysłowe miasteczko w stanie Nowy York. Do niedawna większość mieszkańców była zatrudniona w fabryce papieru, ale jak...

Panika

7/03/2016 Insane Sanity 0 Komentarze/y

Panika - Lauren Oliver - recenzja pewnalekturka

Carp, oto małe przemysłowe miasteczko w stanie Nowy York. Do niedawna większość mieszkańców była zatrudniona w fabryce papieru, ale jak to bywa, zakład splajtował powodując masowe bezrobocie (coś w stylu "Bezrobotnych Marienthalu", jeśli miało się nieszczęście to przeczytać), a co za tym dalej idzie przyniosło różnego rodzaju patologie: alkoholizm, apatię, biedę, ogromną nudę, ale i  marzenie. Marzenie, by wyrwać się z tej beznadziei, do spełniania którego niezbędny jest zastrzyk gotówki. I tak powstała popularna wśród młodzieży gra - Panika.


Zasady Paniki są jasne: każdy uczeń miejscowego liceum, dokłada się do nagrody, przez co zbiera się okrągła sumka sięgającą kilkudziesięciu tysięcy dolarów. A raz w roku w okresie wakacji przeprowadza się swego rodzaju konkurs. Jest dwóch anonimowych sędziów, którzy wymyślają ekstremalnie niebezpieczne konkurencje i przyznają punkty za wykonanie zadań. I są uczestnicy, którymi mogą być jedynie uczniowie ostatniej klasy. Wygrywa najlepszy.

Powieść zaczyna się zbyt chaotycznie - sceny zbiorowe na otwartej przestrzeni to zwykle pięta achillesowa wielu autorów, więc nie rozumiem, czemu mimo to upierają się, aby tak zaczynać powieści? Dalej na szczęście jest już lepiej, fabuła jest na tyle wciągająca, że gdyby nie burza o północy przeczytałabym ją na jednym wdechu. Tym bardziej, że przez długi czas nie potrafiłam zakwalifikować jej do konkretnego gatunku - czy mam do czynienia z thrillerem, czy tylko dramatem obyczajowym? Z całą pewnością nie jest to kolejna antyutopia - pod tym względem wyróżnia się na tle innych młodzieżówek.

Książka jest napisana w trzeciej osobie, co jak na powieść dla młodzieży jest wyjątkiem od reguły, z podziałem na podrozdziały skupiające się na dwóch głównych bohaterach - Heather i Dodge'u. Część Heather jest nieco zbyt przesiąknięta żalem do byłego chłopaka, który bez ostrzeżenia z nią zerwał, by gzić się z inną dziewczyną. W związku z czym ciągle roztrząsa, co zrobiła źle, porównuje w czym jest gorsza od tej drugiej i rozpacza, że już nikt jej nie pokocha. Nużące, ale niestety konieczne, by zaobserwować rozwój postaci. Natomiast Dodge jest typem człowieka zamkniętego w sobie i cierpiącego w milczeniu. Autorka jednak co jakiś czas na chwilę pozwala prześledzić losy innych mieszkańców, tak jak na początku gdy sięga po chwyt rodem z konwencji filmowej, by poszerzyć nieco kadr:

Wróćmy do dnia po rozdaniu dyplomów, do dnia rozpoczęcia Paniki, dnia Skoku.
Wróćmy na plaże, ale zatrzymajmy się na kilka godzin, zanim Heather stanęła na skarpie, nagle sparaliżowana strachem.
Obróćmy lekko kamerę. Jeszcze trochę. O, prawie. Już. 
Podoba mi się konstrukcja postaci: Nat, która jest tak naiwna i egoistyczna, że niemal realna; Dodge, którego zżera gniew, poczucie niesprawiedliwości i żądza zemsty przesłaniające mu zdrowy rozsądek; Heather, która jest wtłoczona w poczucie niższości i dopiero poczucie obowiązku wobec młodszej siostry wyzwala drzemiącą w niej odwagę i poczucie własnej wartości oraz Bishop, który toczy wewnętrzną walkę między lojalnością a poczuciem winy. (*Aha z przykrością donoszę, że mimo iż ten motyw pasowałby jak ulał, Bishop wcale nie okazuje się być gejem zadurzonym w Dodge'u, chociaż to idealnie tłumaczyłoby jego dziwne zachowanie i niechęć do całowania Heather. Wielkie rozczarowanie).

Jeśli ktoś myśli, że tytuł powieści wziął się od nazwy gry, ten jest w błędzie, tytuł wziął się od nadużywanego w powieści słowa "panika", występującego w sytuacjach często nawet niezwiązanych z grą. Po prostu prawdziwe życie takie jest. Pełne paniki. I to chyba stanowi główny walor powieści - bohaterowie muszą mierzyć się z przerażającymi wyzwaniami dnia powszedniego: z osamotnieniem, strachem przed byciem niedocenianym, z wyrzutami sumienia, z lękiem przed przyszłością....

Od początku gry miałam silne podejrzenia, kto jest tegorocznymi sędziami Paniki - w szczególności, że autorka zostawiała dość oczywiste poszlaki. Co do zemsty Dodge'a, która dopiero pod koniec przestaje być tajemnicą, to rzeczywiście była zaskakująca, a przy tym wskazująca jak bardzo zdesperowany był ten chłopak. Zakończenie mimo, że jest zbyt pozytywne jak na dramat, uważam za całkiem udane. Podoba mi się w szczególności ten fragment:

Na środku drogi, parę metrów dalej, stał tygrys.
Patrzył na Heather swoimi głębokimi, czarnymi oczami, starymi i pełnymi smutku; oczami, które obserwowały, jak przemijają wieki. W tej samej chwili pojęła, że on się boi - hałasu, ognia i wrzeszczącego po obu stronach drogi tłumu.
Ale ona, Heather, już się nie bała.
Do przodu popchnęła ją jakaś niewytłumaczalna siła. Nie czuła nic, poza litością i zrozumieniem. Ona i tygrys byli na drodze sami.
Dym wzbijał się kłębami w powietrze, ogień lizał niebo, a Heather Nill podeszła bez wahania do tygrysa i delikatnie położyła mu rękę na głowie [...]"

Podsumujmy: mamy nieco kulawe rozpoczęcie, następnie wartką fabułę z zbyt sielankowym zakończeniem. Mamy typowe młodzieńcze dylematy, życiowe tragedie i działanie pod wpływem silnych emocji. Mamy nieźle zarysowane i "żywe" postaci. Mamy też dwa duże mruczki, leniwie spacerujące po swojej zagrodzie, a ja mam słabość do wszystkich kotowatych, więc stanowi to duży plus. Zatem myślę, że wychodzi z tego całkiem dobry dramat.

Panika
Lauren Oliver
org. Panic
Otwarte, 2016, 358 stron

Moja ocena:

0 komentarzy: