Oto niemal legendarna seria znalazła się w moich rękach. Pewnie nie ja jedna czekałam z niecierpliwością na dodruk pierwszych tomów i g...

Szklany tron

7/10/2016 Insane Sanity 0 Komentarze/y


Oto niemal legendarna seria znalazła się w moich rękach. Pewnie nie ja jedna czekałam z niecierpliwością na dodruk pierwszych tomów i gdy tylko się znowu pojawiły na sklepowych półkach wykupiłam całą serię za jednym zamachem. Taką mam nadzieję, nie chcę wyjść na maniaczkę.

Zacznę od tego, że seria zebrała mnóstwo pozytywnych opinii, co wywindowało moje oczekiwania względem niej pod niebiosa. No i tu zrobiłam błąd, bo natknęłam się na grupę "trolli książkowych", które utrudniły mi czerpanie przyjemności z czytania książki. Były to:

1) Wszyscy nieustannie chichoczą - gwardziści, następca tronu, a nawet na pierwszy rzut oka mrukliwy kapitan gwardii. Czy oni się wszyscy nawdychali gazu rozweselającego?

2) Rozumiem, że Celeana jest dziewczyną, książka jest napisana przez kobietę, w sumie dla dziewczęcej części czytelników, ale czemu tyle uwagi skupia na ciuchach, tkaninach i kolorach? Nie ma takiego miejsca w książce, kiedy czytelnik nie jest zaznajamiany z aktualnym ubiorem bohaterki i przybocznych postaci. No, nie ma!

3) Wszyscy są nienaturalnie piękni. Każda nowa postać, która się pojawia musi być koniecznie wyjątkowej urody. Podejrzewam, że jedynymi szkaradnymi ludźmi w tej krainie są niewolnicy w kopalniach, ale że ci szybko wyciągają kopytka to się nie liczą. Czułam się naprawdę przytłoczona wszystkimi "przystojnymi twarzami". Autorka widocznie chciała dać wolną rękę w dowolnym "shipowaniu" bohaterki z męskimi postaciami, bo nie widzę innego powodu tego zabiegu.

4) Niektóre teksty były okrutnie słabe, choćby: "Och! - pomyślał. - Rumieni się i mruga". Czy ktoś poza jakimiś tanimi poematami używa takich sformułowań, nawet w głowie?

5) Przez wątek z magią nigdy się nie dowiem, czy Celaena wygrałaby finałowy pojedynek. Przez co jak na zabójczynie jest dłużniczką (za uratowanie życia) zbyt wielu osób. (Przyznaję, że skoro jest to saga fantasy, to magia musi być nieodłączną częścią fabuły, ale ja naprawdę jestem ciekawa czy Celaena poradziłaby sobie ze swoim przeciwnikiem, gdyby mogli grać w uczciwych warunkach).

6) I co do licha za pomysł z tą Obrończynią Króla? Weźmy grono zatwardziałych kryminalistów, każmy im walczyć ze sobą i na koniec zatrudnijmy jednego z nich na kilka lat (by mordował dla nas), a potem wypuśćmy na wolność, żeby ujawnił wszystkie zdobyte królewskie tajemnice i dalej uprawiał działalność przestępczą. Genialnie!

A teraz przejdę do tych dobrych rzeczy, bo byłabym niesprawiedliwa, gdyby obdarła książkę z należnej jej czci. Czyta się ją wyjątkowo przyjemnie. Język jest przystępny, dialogi lekkie, a tempo akcji jednostajne (nie mylić z nudnym). Właściwie od momentu, gdy zaczęłam czytać trudno było mi się oderwać od lektury.

Zaś jeśli chodzi o bohaterów to:
Główna bohaterka została świetnie stworzona. Celaena nie stroni od ironicznych uwag i przekornych zachowań, by utrzeć nosa zarozumialcom na dworze. W pełni popieram tworzenie silnych, zaradnych postaci kobiecych, które nie potrzebują rycerza na hożym rumaku, by wybawiał ich z każdej opresji. Podoba mi się także to, że zestawiono skłonność do kpienia sobie z zasad i brutalności, ale i miłość do książek i muzyki.
Z kolei Dorian - fanki serii mnie zamordują - jest dla mnie do bólu irytujący! Zadufany w sobie, arogancki... dokładnie ten typ człowieka, którego nie znoszę. Na miejscu Celaeny zaciukałabym na miejscu przy pierwszej nadarzającej się okazji. Nie rozumiem, czemu dała się zwieść jego urokowi.
Co do Cheola - jest trochę uwierającym bohaterem, który chce coś, ale jakoś tak bez przekonania. Wolałabym, żeby się wreszcie zdecydował, bo jak będzie tak drobił w miejscu, to wszyscy go ubiegną.
Natomiast czarne charaktery są nieco zbyt jednoznacznie określeni. Brakuje w nich tej odrobiny dobra, pozytywnych ludzkich zachowań i uczuć, by przestali przypominać jakieś bezduszne demony. (PS Z perspektywy czasu i przeczytanych kolejnych tomów ta uwaga brzmi trochę proroczo).

Fabuła książki kluczy wokół rywalizacji o tytuł Królewskiego Obrońcy (czyli przygotowań i scen walki) a dworskich intryg. Motyw turnieju/konkursu jest jednym z ostatnio najchętniej podejmowanych w literaturze młodzieżowej. Mam wrażenie, że sięgnięcie po tak eksploatowany motyw sprawia, że start serii wypada raczej blado. Tak samo wykorzystanie motywu trójkąty miłosnego, bez którego żadna książka nie mogła by się obejść, prawda? Trudno, jakoś to przeżyłam.


Właściwie to mam mieszane uczucia. Fabuła książki mnie całkowicie pochłonęła, tak że zaraz po przeczytaniu książki wzięłam się za prequel powieści, bo nie byłam gotowa, by "wyjść" z tego świata przedstawionego. A z drugiej strony drażnią mnie niektórzy bohaterowie i ich zachowanie. Trochę się zawiodłam, myślałam, że będzie to prawdziwa bomba, która rozpruje mnie emocjonalnie do żywego, a tak naprawdę całą zabawę popsuły te potknięcia stylistyczne.

Szklany tron
Sarah J. Maas
org. Throne of Glass
GW Foksal, 2013, 512 stron

Moja ocena:

0 komentarzy: