No tak, każdy fan Eurowizji zna to uczucie głębokiej tęsknoty za muzycznymi emocjami i przygnębienia, bo kolejna taka porządna dawka europe...

Post-eurowizyjna depresja cz. 1

6/23/2017 Insane Sanity 0 Komentarze/y


No tak, każdy fan Eurowizji zna to uczucie głębokiej tęsknoty za muzycznymi emocjami i przygnębienia, bo kolejna taka porządna dawka europejskiego folkloru dopiero za niecały rok. Tak, niecały - w ten sposób się pocieszam. By nieco złagodzić PED środków jest wiele: płacz w poduszkę (nie polecam, na mokrej trudno zasnąć), z nostalgią oglądanie poprzednich edycji (jeśli nie dysponuje się wersją na DVD to jest się skazanym na wrzucone w necie niekompletne wersje z zagłuszającym rosyjskim komentarzem) albo słuchanie w kółko eurowizyjnych hitów i tworzenie playlist, tak jak to zrobiłam. Efekt możecie posłuchać w dalszej części wpisu.

Fakty są takie: Eurowizja w 90% wypadków jest festiwalem kiczu i choć można dla (masochistycznej) przyjemności cieszyć się każdą zaprezentowaną piosenką, to przecież jednak każdy wypatruje swoich faworytów według własnego gustu (lub jego braku).
Przez ostatnie kilka dni przesłuchałam piosenki z okresu 2000-2017 (wcześniejsze edycje nie miałby sensu, bo szczerze to nie pamiętam za dużo z tego okresu) wystawiane przez poszczególne kraje. Ponieważ mimo mojego dość specyficznego muzycznego gustu uzbierało się tego trochę, dla ułatwienia podzieliłam kraje z EBU na charakterystyczne strefy i postanowiłam wybrać po jednej (lub maksymalnie dwóch trzech, jeśli wybór jednej byłby niemożliwy).

Zaczynam od krajów z północy - Skandynawii, czyli Szwecji, Norwegii i Finlandii, oraz (szeroko pojętych) Inflant, czyli Łotwy, Estonii i (na dokładkę) Litwy. Oto moje wybory:

Szwecja
Ten kraj po prostu słynie z eurowizyjnych przebojów, ale wybór mógł być tylko jeden. Genialna Loreen i "Euphoria". (2012)

A ponieważ nie mogłam się powstrzymać to drugą "najulubieńszą" piosenką jest, no cóż, jakby nie patrzeć również eurowizyjną i pochodzenia szwedzkiego - "Love, love, peace, peace". (2016)


Norwegia
Ostatni kilka lat obfitowało w naprawdę wyjątkowe kompozycje norweskie, jednak najbardziej trafia do mnie eteryczny i poruszający duet Mørlanda i Deborah Scarlett "A monster like me". (2015)


Finlandia
Nawet sama nie podejrzewałam jak bardzo będę rozpaczać z powodu braku kwalifikacji tej piosenki do finału. To prawda - nie wpisuje się typowe eurowizyjne klimaty - ale tak czysto, pięknie i z taką dozą emocji nie śpiewał nikt inny. Chodzi oczywiście o utwór Normy John (czy nazwę zespołu się odmienia?) "Blackbird". (2017)




Litwa
Sprawa się w przypadku tego państwa komplikuje, choć występował w ciągu ostatnich 18 lat szesnastokrotnie, to tylko dwie piosenki zaprezentowane przez to państwo przypadły mi do gustu. Jedną z nich jest utwór śpiewany przez dwukrotnego uczestnika Eurowizji (chyba wiadomo o kogo chodzi) - Donny Montella i piosenkę.... (nie, nie tą, tą drugą) "I've been waiting for this night". (2016)


Łotwa
(Uprzedzam będzie pewien spory rozstrzał czasowy). Pierwsza pochodzi z tego samej edycji, co piosenka litewska, czyli śpiewana przez (psiaczkowatego z wyglądu) Justsa "Heartbeat". (2016)

Drugą jest... nie mam pojęcia, jakimi środkami psychogennymi doprowadził się do tego stanu, ale faktem jest, że to naprawdę wpadająca w ucho melodia - Brainstorm "My star" (2000!).


Estonia
Byłam pewna, że ojczyzna Stiga Rästy i Eliny Born obfituje w więcej nieprzeciętnych talentów wokalnych, ale w mojej opinii niestety pobili rekord Litwy i na 18 występów wysłali zaledwie dwie bardzo dobre kompozycję. Najlepszą z najlepszych jest oczywiście "Goodbye for yesterday", która (z całym szacunkiem dla fanów Conchity) powinna wygrać tego roku. (2015)



Postaram się wrzucić kolejne wpisy muzyczne o pozostałych krajach, może tym razem będę bardziej zmotywowana niż z cyklem "gorączki".

0 komentarzy: