Tak, zdaję sobie sprawę, że Konkurs Eurowizji jest dopiero za ponad miesiąc, ale to wcale nie oznacza, że nie zaczęłam się już nim eksc...

Gorączka pre-eurowizyjna cz. 1

3/29/2017 Insane Sanity 0 Komentarze/y


Tak, zdaję sobie sprawę, że Konkurs Eurowizji jest dopiero za ponad miesiąc, ale to wcale nie oznacza, że nie zaczęłam się już nim ekscytować. Można powiedzieć, że zawładnęła mną intensywna przed-eurowizyjna gorączka. (I aż strach myśleć o post-eurowizyjnej depresji).



Pierwszym w pełni zapamiętanym Konkursem Eurowizji był ten z 2004 r. (wcześniejsze oglądałam tylko jeśli w danym roku Polska wystawiała kandydata i jeśli rodzice mi pozwolili siedzieć do późna). Pewnie sporą zasługę miał w tym błogosławiony dostęp do internetu, bo nie ukrywajmy, wcześniej miało się szansę obejrzeć występ tylko raz (o ile nie potrzebowało się gnać do łazienki), ale później wraz z rozwojem sieci można oglądać piosenki na długo przed konkursem, jego powtórki itp. i "ryzyko" zapamiętania poszczególnych występów wzrasta.

Postanowiłam zrobić bardzo króciutkie recenzje tegorocznych piosenek. Są ludzie, którzy robią top listy, i to praktycznie co tydzień, bo a nuż w ciągu tygodnia zmieni się gust. Ja zwykle robiłam tabele z oceną występu dopiero w dniu konkursu, bo w końcu to właśnie podczas samego konkursu ludzie mogą decydować, która piosenka przejdzie dalej i która wygra. Dzięki czemu do dziś mam nawyk wyłaniania kilkugwiazdkowych faworytów, średniaków i jednogwiazdkowy ogon (ta jedna gwiazdka za odwagę, że takim kiczem nie wstydzili się reprezentować własnego kraju). Tworzenie list wydaje mi się bez sensu, bo skoro coś się nie podoba to na licho mam kalkulować, co nie podoba mi się bardziej? :)


W tym roku w konkursie zostanie zaprezentowanych 43 piosenek (albo 42 w zależności od tego, co wyjdzie z Rosją). Zacznę od tegorocznych faworytów (kolejność przypadkowa):

Szwecja
Gdy obejrzałam pierwszy raz wideo z półfinału Melodiefestivalen, miałam mieszane uczucia. Podobała mi się ciekawa choreografia, ale sama piosenka tak sobie. Za mało ambitna, no i ta wersja "przed cenzurą" wydawała mi się trochę za ostra (co ciekawe, po cenzurze mam odwrotne uczucia). Ale z czasem i każdym kolejnym kliknięciem "replay" dawałam się wciągnąć. Mam wrażenie, że do tej chwili nabiłam z tysiąc wyświetleń. Nie da się zaprzeczyć, że piosenka jest chwytliwa. Jeśli Robin do czasu ESC trochę "wyluzuje" (bo na tle tancerzy wygląda za sztywno) to myślę, że mają szansę wstrzelić się w 3-5 miejsce. Mimo całej nabytej sympatii do tej propozycji nie sądzę, żeby była materiałem na zwycięzce (najwyżej jeszcze rok poczekamy na Petrę&Mansa).
PS Uważam, że zeszłoroczna propozycja Robina "Constellation Prize", w której mógł zaprezentować swoje umiejętności wokalne zamiast polegać na chórkach (bo nie jest w stanie wyciągnąć wysokiej nuty), jest o tonę lepsza od tegorocznej.


Włochy
Chyba po raz pierwszy piosenka z Italii robi taką furorę. Jest zabawna, jest melodyjna, jest z przekazem, jest chwytliwa (mimo, że słuchałam ją z 3 razy i to tylko fragmentu, to i tak zdążyła mi się zagnieździć). Sądząc po liczbie wyświetleń teledysku i miejscu w bukmacherskich zakładach ma dużą szansę zwyciężyć. Widzę jej potencjał, ale w porównaniu z piosenkami z poprzednich lat, to jestem nieco rozczarowana. Raczej nie jestem jej zagorzałą fanką.


Bułgaria
Piosenka, która niespodziewanie (po zawirowaniach Rosja/Ukraina) pnie się na prowadzenie. Chłopak mimo nastoletniego wieku rzeczywiście ma niezły głos, ale można osądzać to tylko po wersji studyjnej - nie wiadomo, jak wyjdzie mu przed milionową publicznością, ani jak z atrakcyjnością samego występu. Jakby nie było, to kolejna ballada śpiewana po angielsku, których w tym roku jest sporo.


Belgia
Eurowizja nie byłaby Eurowizja, gdyby nie rokroczne oskarżenia o plagiaty. A że tradycje trzeba kontynuować to w tym roku piosenka z Belgi znalazła się pod ostrzałem. Staram się nie zwracać uwagi na takie rzeczy - dopóki oryginalny autor nie postanowi wejść na drogę prawną, wszystko jest w graniach inspiracji. Blanche to kolejna młodziutka wokalistka, która ma niesamowity talent. Piosenka jest po prostu magiczna. Przyciąga jak magnes. Ciekawostką jest, ze Blanche przyznała, że początkowo jej tekst został napisany w wymyślonym języku - co do dziś chyba zostało, bo ciężko zrozumieć poszczególne słowa. Widziałam wideo z występu na żywo i jestem przekonana, że nie będzie miała problemu z poprawnym zaśpiewaniem podczas ESC. Problemem może być sam występ - może zostać odebrana jako monotonna i nie zwracająca należnej uwagi.


OK, czołówkę mamy z głowy, pora na moich personalnych faworytów:

Macedonia
Nowoczesne brzmienie przypomina mi nieco Dragonette i Alex Winston. Nie dość, że jest jedną z nielicznych żywych piosenek w tym roku to jeszcze naprawdę nieźle się tego słucha. Na teledysku wygląda to świetnie, obawiam się, że jednak na żywo, gdy Jana będzie zadana jedynie na siebie może to być mniej atrakcyjne. Bo o dziwo, to właśnie taneczne piosenki mają problem z zaprezentowaniem się podczas Konkursu.


Czechy
UWIEBIAM jazz, ale niestety na palcach jednej ręki można policzyć wszystkie piosenki, które w przeciągu ostatnich 10 lat wysłały taką kompozycję (wliczając w to nawet piosenki swingowe i bluesowe). Martina ma świetny wokal, na spotkaniu w Rydze udowodniła, że nie ma problemu z zaśpiewaniem na żywo równie dobrze, co w wersji studyjnej. Sama piosenka ma głębię, piękną linie melodyczną, niezły tekst (choć teledysk nieco dziwaczny) - zakochałam się. Obawiam się, że tak samo jak zeszłym roku Czechy wystawiły zbyt wysublimowaną piosnkę i niestety nie przejdzie do finału.


Finlandia
Norma ma przepiękny głos - podczas refrenu przechodzą aż ciarki. Jedna z najlepszych ballad w tegorocznych Konkursie. Tak dobra, że wręcz nie pasująca na ESC. Widziałabym ją na bardziej poważnym festiwalu muzyki, gdzie liczy się przed wszystkim artyzm wykonania. Niestety istnieje ryzyko, że nie zostanie należycie doceniona i nie usłyszymy jej ponownie w finale.


Gdyby jednak ktoś kazał mi ustawić je kolejności to pewnie szłoby to tak:
1. Czechy
2. Belgia
3. Szwecja
4. Macedonia
5. Finlandia...


To na razie wszystko w tej części podsumowania eurowizyjnego.
Chwila, części?
Tak, tak właśnie. Nie zamierzam poprzestać na jednym poście. W okresie wiosennym ESC jest moją równie ulubioną rzeczą jak czytanie i to byłoby niezdrowo, gdybym tłumiła w sobie swoje emocje względem niej. :)

0 komentarzy: