Po latach powracam do książki z czasów przełomu mojego dzieciństwa i nastoletniości: Harry'ego Pottera. Ale, hola hola, cóż można o...

Harry Potter i Kamień Filozoficzny

1/11/2017 Insane Sanity 0 Komentarze/y


Po latach powracam do książki z czasów przełomu mojego dzieciństwa i nastoletniości: Harry'ego Pottera. Ale, hola hola, cóż można o nim napisać więcej niż zostało już napisane i powiedziane?



Po pierwsze, uwielbiam nowe wydanie ilustrowane, które jeszcze intensywniej pozwala poczuć powiew literatury dziecięcej. Ilustracje są naprawdę urocze. Książka co prawda w tym wydaniu jest dość sporych rozmiarów, trochę nieporęczna i zbyt ciężka dla moich nadgarstków (raz tak mi zdrętwiały ręce, że myślałam, że zaraz mi odpadną albo sama je sobie obetnę w przypływie rozpaczy). Jest wydane w układzie dwuszpaltowym (tekst w dwóch kolumnach na stronie) -  od czasów czytania dwuszpaltowych "Krzyżaków" mam małą awersję do tego typu układu, ale jakoś dałam radę.

Po drugie, w czasie czytania dostrzegłam to, co zauroczyło mnie w wieku nieletnim - niezwykle przyjemny sposób narracji; lekki, nieco uszczypliwy język, który teraz doceniam jeszcze bardziej.

Ciotka Petunia często mówiła, że Dudley wygląda jak amorek, natomiast Harry często mówił, że Dudley wygląda jak prosię w peruce.
Po trzecie, świetne otwarcie. Dla część czytelników najistotniejszym czynnikiem, by zdecydować się na przeczytanie książki jest pierwsze zdanie lub akapit. W przypadku Harry'ego Pottera pierwszy akapit jest genialny, oddający ducha powieści (i podsumowujących samych Dursley'ów):

Państwo Dursleyowie spod numeru czwartego przy Privet Drive mogli z dumą twierdzić, że są całkowicie normalni, chwała Bogu, Byli ostatnimi ludźmi, których można by posądzać o udział w czymś dziwnym lub tajemniczym, bo po prostu nie wierzyli w takie bzdury.
Po czwarte, idealne proporcje opisu i dialogu. Autorka zwięźle przedstawia scenerie, ograniczając się do najważniejszych kwestii, pozostawiając szczegóły wyobraźni czytelnika. Książka opiera się głównie na opisie akcji i liniach dialogowych, przez co czyta się ją niezwykle sprawnie - co jest kluczowe w literaturze dedykowanej młodemu czytelnikowi, którego nie chce się przecież zanudzić.

Po piąte, zauważyłam, że im dalej w las, tym Hagrid traci swoją rustykalną wymowę słów - o ile we wrześniu wołał jeszcze "Pirszoroczni!" to na wiosnę posługuje się już w zasadzie poprawnym językiem, nie licząc dodawania charakterystycznych dla niego "niech skonam" i "cholibka".

Po szóste, wciąż nie daje mi to spokoju: jak bardzo tych troje dzieci było naiwnych, że uważało, że uda się im wybrać po kamień filozoficzny, a po drodze złamać potężne zaklęcia doświadczonych czarodziejów i odbić kamień zanim trafi w ręce Voldemorta? Harry mógł sobie ile chciał tłumaczyć, że jeśli nie wejdzie do akcji to Voldemort powróci. Nadal uważam, że wystarczyło wysłać sowę po Dumbledora.

Po siódme, czytając o nocnych wycieczkach po korytarzach Hogwartu zaczęła mnie zastanawiać kwestia zakazu chodzenia w nocy po zamku - jak sobie uczniowie radzili, jeśli musieli skorzystać z toalety? Czy może rzucali jakieś zaklęcia na swoje pęcherze, by wytrzymały do rana?

Po ósme, nurtuje mnie kwestia wczesnej edukacji młodych czarodziejów - skoro w  Hogwarcie uczyli się jedynie sztuki magii, to gdzie uczyli się pisać, czytać,  liczyć? Bo przecież na pewno nie w szkołach mugolskich. Rozumiem, że po ukończeniu Hogwartu absolwenci mogli dalej się kształcić na studiach w zakresie prawa czy medycyny. Ale i tak uważam, że ci, którzy kończyli edukacje mieli nadal spore braki w zakresie elementarnej wiedzy o świecie w takich dziedzinach jak podstawy ekonomi, chemii i geografii. Denerwowała mnie ta ignorancja czy niechęć wobec rzeczywistości mugolskiej - przecież nie wszystko da się wyczarować. Część doświadczeń czy rzeczy oba światy ze sobą dzielą np. ciężko byłoby europejskim czarodziejom ignorować II wojnę światową i nie wychylać głowy ze swoich czarodziejskiej domków tylko dlatego, że to "sprawa mugoli".

Ron zdążył już pokłócić się z Deanem Thomasem o piłkę nożną. Nie mógł zrozumieć, jak można się podniecać grą, w której jest tylko jedna piłka, a graczom nie pozwala się latać. Harry przyłapał kiedyś Rona na nakłuwaniu cyrklem plakatu Deana, przedstawiającego drużynę West Ham w akcji; Ron twierdził, że chciał po prostu zmusił piłkarzy do ruszenia się z miejsca.
Po dziewiąte, kto karmił Puszka? Taki trzygłowy ogromny pies musi sporo jeść, a trudno, żeby Hagrid nie wzbudzając podejrzeń codziennie nosił mu porcje karmy? Wtedy obecność psa na trzecim piętrze przestałaby być tajemnicą.

Po dziesiąte, mam zastrzeżenie do tłumaczenia, a raczej niezbyt uważnej  korekty, która przeoczyła takie zdanie jak: "Drążąc ze strachu, Harry otworzył drzwi i wbiegli się środka". Ale więcej rażących i rzucających się w oczy błędów nie znalazłam, co nie znaczy, że ich nie ma.

Po jedenaste, rozwój wypadków nie był zaskoczeniem po kilkukrotnym przeczytaniu książki i kilkunastokrotnym obejrzeniu filmu, ale doceniam dobrze skonstruowany plan wydarzeń, w którym każde zdarzenie, z czegoś wynika, a zwroty akcji mają logiczną podbudowę.

Po dwunaste, mam wrażenie, że Dumbledore popełnił w stosunku do Harry'ego ten sam błąd, który popełnił wcześniej z Tomem. Nie pamiętam już, czy Dumbledore sam się do tego przyznał w kolejnych tomach. Według mnie skoro więź Harry'ego i Voldemorta jest tak ważna dla właściwie całego świata magii, to Harry zasługiwał, by Dumbledore poświęcił mu trochę więcej uwagi. By zadbał, by Dursleyowie traktowali go przynajmniej po ludzku i by stopniowo poznawał o sobie prawdę, a nie tylko wtedy, gdy już nie dawało się tego dłużej przed nim ukrywać.

Mam w planach zakup kolejnych części serii w tym wydaniu. Dobrze było wrócić do książki po latach, co prawda może już rozwój fabuły i zwroty akcji nie dostarczały takiego dreszczu emocji, jak podczas pierwszego razu, ale i tak była to bardzo przyjemna lektura. Polecam to wydanie, ale radzę zaopatrzyć się w stalowe nadgarstki.

Harry Potter i Kamień Filozoficzny
J.K. Rowling
org. Harry Potter and the Philosopher's Stone
Media rodzina, 2015, 247 stron

Moja ocena:

0 komentarzy: